„W Kręgu Hermesa Trismegistosa” (recenzja)

Okładka książki „W Kręgu Hermesa Trismegistosa”

Niedawno (w 2013 r.) wydana została książka prof. dr hab. Kazimierza Baneka pt.: „W Kręgu Hermesa Trismegistosa”. Mam spore zaległości jeśli chodzi o publikacje w języku polskim, więc mogę się mylić, jednak jak na dzisiejszy stan mojej wiedzy, jest to jedyna rodzima książka poświęcona w całości genezie hermetyzmu. Co więcej, autor ukazuje tradycję hermetyczną w sposób rzetelny i obiektywny i nie stara się go intepretować w kontekście współczesnych  ruchów filozoficznych, religijnych lub ezoterycznych.

 

Obiektywizm jest jedną z największych zalet opisywanej tu książki. Banek przedstawia zagadnienie z różnych perspektyw, opisuje różne hipotezy odnośnie powstania hermetyzmu, rozważa argumenty za i przeciw i stara się nie faworyzować żadnej z nich. Samo wprowadzenie ma charakter niezwykle dojrzały – zanim czytelnik zostaje wprowadzony w tytułowy „krąg Hermesa”, przedstawiona jest mu sytuacja społeczna, polityczna, kulturowa, religijna i filozoficzna krajów, które miały pośredni lub bezpośredni wpływ na rozwój hermetyzmu. Jest to kwestia niezwykle istotna, gdyż wielu współczesnych entuzjastów hermetyzmu bazuje swą wiedzę na samodzielnej interpretacji tekstów hermetycznych (zazwyczaj jest to „Szmaragdowa Tablica”), lub, co gorsza, na wątpliwej jakości interpretacjach osób, które próbują sprzedać swój własny system filozoficzny, religijny, bądź ezoteryczny, i nie są świadome głębszego kontekstu kulturowego, w którym hermetyzm się rozwijał. Jeden z moich ulubionych fragmentów książki, który podkreśla to dobitnie, mówi:

„Przy obecnym stanie wiedzy nie ulega wątpliwości, że wszelkie próby określenia w jakich okolicznościach oraz gdzie i kiedy mógł zrodzić się mit Hermesa Trismegistosa, wymagają z jednej strony sięgnięcia do tradycji greckiej (związanej z Hermesem i filozofią helleńską) oraz egipskiej (związanej z Thothem i magią), a z drugiej – przeanalizowania charakteru wielowiekowych kontaktów grecko-egipskich, a także roli, jaką w tej mieszaninie myśli religijnej i filozoficznej odegrała gnoza. Z kolei konieczność uwzględnienia w tych poszukiwaniach również magii, astrologii i alchemii zmusza nas do poszerzenia horyzontu geograficznego poza Grecję i Egipt, przede wszystkim w kierunku Persji i Babilonii oraz w ogóle całego Bliskiego Wschodu (np. Palestyna, Syria, Fenicja).” (str. 36)

Na marginesie, w odniesieniu do powyższego cytatu i użycia słowa „gnoza”, jednym z niewielu wad tekstu, jest problem związany z jasnym zdefiniowaniem używanych pojęć, do czego wrócę jeszcze w dalszej części recenzji.

 

Powyżej zacytowane podejście Baneka do genezy hermetyzmu sprawia, że czytelnik zapoznaje się w trakcie lektury z różnymi kulturami, religiami, kultami misteryjnymi, magią i teurgią. Przestawione są różne nurty filozoficzne oraz różne aspekty obcowania starożytnych z boskością. Wszystko to sprawia, że książka nie skupia się na wąskim aspekcie hermetyzmu, lecz eksploruje pełną gamę czynników wpływających na jego powstanie i poszerza ona horyzonty myślowe czytelnika.

 

Kolejną cechą książki, która sprawia, że jest ona niesamowicie atrakcyjna dla osoby starającej zgłębić historię i kontekst genezy hermetyzmu, jest niesamowite bogactwo przypisów. Co istotniejsze, wiele z nich odsyła czytelnika nie do współczesnych interpretacji, ale do tekstów historycznych oraz materiałów źródłowych. I tu, niestety, trzeba przejść do paru punktów krytyki: osobiście bardzo dotkliwie odczuwam brak bibliografii w książce (co dziwi ze względu na fakt, że zamieszczony został np. indeks osób i indeks rzeczowy). Jest to kłopotliwe, gdyż chcąc stworzyć listę lektur, które pozwoliłyby na zgłębienie tematu (a warto!), trzeba przekartkować całą książkę i ręcznie je spisać. Co gorsza, chcąc prześledzić źródło, do którego odwołuje się autor, i natrafiwszy na „dz. cyt.” czytelnik zmuszony jest kartkować wstecz, przeglądając każdy poprzedzający przypis w poszukiwaniu pierwszego odwołania się tekstu do danej pozycji! Wziąwszy pod uwagę fakt, że bogactwo materiału, na którym książka się opiera jest jednym z jej głównych atutów, brak bibliografii jest niesamowicie rozczarowujący i utrudniający samodzielną eksplorację cytowanych dzieł.

 

Drugim problemem jest kompozycja i styl tekstu. Na pierwszy rzut oka książka zorganizowana jest bardzo logicznie: Banek wprowadza czytelnika stopniowo w problem hermetyzmu zarysowując kontekst grecki i egipski, następnie przechodząc do wymiany kulturowej, która pomiędzy tymi dwoma narodami, opisując rolę Aleksandrii w rozwoju ruchu hermetycznego, przedstawiając transformacje, które zachodziły w różnych kultach i religiach oraz wyciągając ostatecznie wnioski na podstawie zebranych faktów. Nie mniej jednak płynność tekstu (przy czym należy zaznaczyć, że autor jest wspaniałym narratorem!) jest często zachwiana i miałem co jakiś czas wrażenie, że nie mam do czynienia z tekstem jednolitym, lecz ze zbiorem luźnych notatek dotyczących hermetyzmu lub gnostycyzmu, które zostały spisane w dość dużej rozpiętości czasowej i zebrane w całość, lecz zabrakło im redaktorskiej ręki, która scaliłaby je w jedno dzieło.

 

Najbardziej frustrującą kwestią wynikającą z niespójności tekstu jest niejasny stosunek autora do relacji pomiędzy gnostycyzmem i hermetyzmem. Dla przykładu, na str. 26 czytamy, że teksty hermetyczne „zawierają […] mieszaninę myślni gnostyckich, gnostycyzujących i niegnostycznych oraz koncepcji teozoficzno-misteryjnych”, po czym w kolejnym akapicie na sąsiedniej stronie mamy „Pisma te, podobnie jak odkryte w 1945-46 r. teksty z Nag Hammadi, zdradzają podejście gnostyckie”. Z kolei w dalszej części książki czytamy: „[…] w miejscowości Nag Hammadi […] odkryto słynne teksty […], głownie gnostyckie, ale także hermetyczne. Autorzy [tych drugich] […] najprawdopodobniej wzorowali się na pismach hermetycznych tworzonych wcześniej w Aleksandrii”. (str. 112-113). Czyli teksty hermetyczne raz traktowane są jako wyłącznie hermetyczne, raz jako gnostyczne, a raz jako mieszanina tekstów gnostycznych i niegnostycznych!

Często tekst sugeruje, że hermetyzm i gnostycyzm są sobie tożsame: „traktaty wchodzące w skład Corpus Hermeticum zawierają w sobie dwie nie dające się pogodzić teologie, ukazujące świat jako zarówno boski, jak i zły. […] Dualizm ten przeniknął do gnostycyzmu z myśli irańskiej (zaratusztrianizm) i żydowskiej (apokaliptyka i esseńczycy) […]” (str. 34). Następuje tu bardzo płynne przejście od dyskusji o hermetyzmie do opisu gnostycyzmu i czytelnik nie zauważa, że autor zbacza tu z głównego tematu. Podobny schemat przewija się przez całą książkę, gdzie czytelnik ma wrażenie, że słowo „gnostycyzm” jest synonimem hermetyzmu: „W innym traktacie mamy dialog między Hermesem Trismegistosem a jego synem, Tatem. Ojciec przekazuje synowi jedną z podstawowych prawd hermetyczno-gnostyckich […]. Z charaktery tych tekstów wynika, że gnostycyzm był wówczas religią o charakterze misyjnym.” (str. 35)

Sam gnostycyzm zresztą przedstawiany jest jako twór chrześcijański (str.: 36 i 110) albo przeciwnie – niechrześcijański (str.: 33 i 57); innym znów razem występuje podział na gnostycyzm chrześcijański, żydowski i pogański (str. 116) lub chrześcijański i hermetyczny (str. 115). Hermetyzm włączany jest czasem w nurt gnostyczny aby udowodnić hipotezę dotyczącą genezy hermetyzmu (str. 117). Czasem mamy do czynienia wprost ze stwierdzeniem, że hermetycy należeli do „ruchów gnostyckich” (str. 163) lub nurtu „niechrześcijańskiego gnostycyzmu antycznego” (str. 147), innym znów razem czytamy, że w przypadku hermetyków mamy do czynienia ze „zdecydowanie odrębną, bardzo specyficzną i zamkniętą [grupą] religijną” (str. 163).

Żeby sprawę bardziej skomplikować, w książce wielokrotnie występuje wspomniane wcześniej słowo „gnoza”, które czasem zdaje się oznaczać po prostu „wiedzę”, „poznanie”, w innym miejscu zdefiniowana jest jako „ wiedza o bożych tajemnicach [zastrzeżona] dla wybranych” (str. 36), gdzie indziej z kolei jest ona synonimem gnostycyzmu i miesza się z pojęciem hermetyzmu (str. 59).

 

Brak jednolitości tekstu wpływa również negatywnie na sposób, w jaki prezentowane są niektóre hipotezy, argumenty i wyciągnięte wnioski. Dla przykładu, cytat pochodzący od Artapanosa, żydowskiego historyka, który twierdził, że cała wiedza ludzka pochodzi od Mojżesza, którego kapłani ponoć zwali Hermesem, ma być „dowodem” na to, że postać Hermesa Trismegistosa wzorowana była na Mojżeszu i że tradycja żydowska miała duży wpływ na rozwój hermetyzmu (str. 107). Kłóci się to ze zdrowym rozsądkiem (cytat ze stronniczego źródła nie jest wystarczającym argumentem, brak przedstawienia jakichkolwiek kontrargumentów) i dopiero w dalszej części książki przedstawione są kolejne fakty, które użyte wcześniej, stanowiłyby o wiele mocniejsze dowody na poparcie tej hipotezy (np. str. 116-118).

 

Moja końcowa krytyka odnosi się do ostatniego rozdziału książki: „Zakończenie”. Jest to przeredagowana wersja referatu wygłoszonego przez Baneka na konferencji „Sakralne fenomeny: wczoraj i dziś" w 2009 r. w Zakopanem p.t. „Nurty ezoteryczne na przełomie XIX i XX w.” (autor pisze, że referat został napisany wspólnie ze Zbigniewem Łagoszem, lecz według programu konferencji Łagosz wygłosił inny referat, zatytułowany „Mariawici a okultyzm – próba dotarcia do prawdy”; możliwe więc, że rozdział ten jest kompilacją obydwu referatów). Tekst tego rozdziału jest fantastyczny, niestety z hermetyzmem ma tyle wspólnego, co gazetowe horoskopy z omenami planetarnymi w starożytnej Babilonii. Rozdział ten powinien być lekturą obowiązkową każdej osoby zainteresowanej szeroko rozumianą Zachodnią Tradycją Ezoteryczną na przełomie XIX i XX w. i – podobnie jak reszta książki – pełen jest interesujących informacji oraz został bogato opatrzony przypisami. Niestety odwołania do hermetyzmu są nieliczne i sprawiają wrażenie wstawionych na siłę do tekstu, który w oryginalnym zamierzeniu nie miał z hermetyzmem nic wspólnego. Przy całej uwadze, której (skąd inąd słusznie) autor poświęca Towarzystwu Teozoficznemu, nie ma słowa wzmianki o G.R.S. Meadzie, jednemu z czołowych  działaczy Towarzystwa, który poświęcił sporą część życia na tłumaczenie tekstów hermetycznych i gnostycznych. Zakon Złotego Brzasku wspomniany jest mimochodem i nie wymieniony z pełnej nazwy (Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku). Nie jest wspomniany współzałożyciel Zakonu William Wynn Westcott, lekarz medycyny sądowej, mason i różokrzyżowiec, który zebrał i zredagował zbiór tekstów zatytułowanych Collectanea Hermetica. Nie został również wspomniany Arthur Edward Waite, kolejny członek Zakonu, który znany jest głównie ze stworzenia jednej z najbardziej popularnych talii tarota. Waite przetłumaczył i wydał jeden z największych zbiorów traktatów alchemicznych zatytułowany The Hermetic Museum. A skoro już mowa o tarocie, nie wspomniane jest, że Crowley (któremu autor poświęca bodajże o wiele więcej miejsca niż jakiejkolwiek innej postaci, którą opisuje; być może poza Bławacką), stworzył talię tarota, którą nazwał Tarotem Thotha, ani że w tradycji okultystycznej do tarota odwoływano się jako do „Księgi Thotha” (mit zapoczątkowany przez Etteillę). Tak więc okazji do przedstawienia zarówno hermetyzmu, jak i postaci Thotha/Hermesa w okultyzmie XIX i XX w. jest sporo, niestety autor skupił się bardziej na New Age, neopoganizmie, spirytyzmie i parapsychologii (bo taki też był oryginalny cel referatu, który nie traktował o hermetyzmie). O ile uważam ten rozdział za bardzo wartościowy i ciekawy, to osobiście nie znajduję uzasadnienia dlaczego znajduje się on w tej książce i wolałbym w jego miejsce zobaczyć dyskusją dotyczącą relacji hermetyzmu i gnostycyzmu oraz bibliografię.

 

 

Zdaję sobie doskonale sprawę, że poświęciłem krytyce książki znacznie więcej miejsca, niż wychwalaniu jej zalet (co nie było wcale moim celem). Chciałbym tu zaznaczyć, że w żadnym miejscu nie staram się podważyć ani zaprzeczyć informacjom zawartymi w tekście. Doceniam fakt, że zebranie takiej ilości informacji trwa latami i kompilacja faktów zebranych w dużym okresie czasowym jest zadaniem karkołomnym. Moja krytyka odnosi się głównie do redakcji książki, a raczej jej braku. Osobiście wolałbym zapłacić 5-10 zł więcej i pracować z bardziej jednolitym tekstem. Niski nakład (650 egzemplarzy) sugeruje bardzo specyficzną grupę odbiorców, którzy – jak mniemam – również gotowi by byli zapłacić wyższą cenę za lepszą jakość. Uważam, że opisana tu książka powinna być obowiązkową lekturą każdej osoby zainteresowanej hermetyzmem. Dla osób zainteresowanych poważniej tematem gorąco polecam prześledzenie wszystkich tropów w tekście w postaci przypisów. Mam skromną nadzieję, że niniejsza recenzja przyczyni się do szybkiego wyczerpania nakładu i do kolejnego (poprawionego) wydania!

 

 

Książkę można zamówić bezpośrednio na stronie wydawcy (http://sklep.okultura.pl/kazimierz-banek-w-kregu-hermesa-trismegistosa.html) oraz w lepszych księgarniach (na co jeszcze czekasz??? laugh)

 

 

Na zakończenie, dla zachęty, kilka cytatów, które pozakreślałem w książce. Ok, tak naprawdę pozakreślaną mam całą książkę, poniżej kilka losowych cytatów smiley:

 

„Pierwszą [grupę tekstów hermetycznych] tworzą traktaty o charakterze raczej ‘praktycznym’: są tam formuły magiczne oraz rozważania na temat magicznych kamieni, ziół i oddziaływania gwiazd na człowieka i jego otoczenie. Druga grupa ma charakter bardziej ‘teoretyczny’ (filozoficzny): ujawnione są tajemnice Wszechświata, bogów i człowieka. W tekstach należących do grupy drugiej wyraźnie widać wpływy neoplatońskiego mistycyzmu: rzeczywistość jest tu ukazywana jako element żywy i aktywny oraz jako emanacja boga. Wszystko, co istnieje, powiązane jest ze sobą i z kosmosem. Mag, posiadający wiedzę na temat tych powiązań, może wpływać na świat. Bóg jest tu postrzegany jako Wielki Umysł, a wszystko, co istnieje, jest myślą znajdującą się w owym Umyśle. Umysł Boga stanowi Jedność, która zawiera w sobie wszelakie przeciwieństwa i jednoczy wszystko, zaś umysł człowieka jest odbiciem Wielkiego Umysłu Boga. Jeśli człowiek może uwolnić swój umysł od ograniczeń narzuconych mu przez fizyczne ciało, jest również w stanie doświadczyć Umysłu Boga. W tym celu musi rozwinąć swoją świadomość. Hermes stwierdza, iż ‘człowiek jest cudem’, a hermetyczna filozofia umieszczę człowieka w centrum tworów boskich. Jego umysł nie tylko może zrozumieć wszechświat, ale nawet – poznać Boga. Ciało ludzkie jest wprawdzie śmiertelne, jednak dusza jest nieśmiertelna i poprzez doświadczenie duchowego odrodzenia się, może uzyskać status boga.” (str. 26-27)

 

„Ponieważ Mojżesz był wychowany na dworze faraona, zdobył tam gruntowne wykształcenie. Tak przynajmniej wynika z zapisu znajdującego się w pochodzących z drugiej połowy I w. Dziejów Apostolskich: ‘Mojżesza wykształcono we wszystkich naukach egipskich, i potężny był w słowie i czynie’ […]. Podobną opinię przekazuje ponad sto lat później Klemens Aleksandryjski […]. Uczył się też pisma asyryjskiego i wiedzy astronomicznej od Chaldejczyków i Egipcjan […]. Informacja ta jest równie interesująca co zaskakująca. Mamy bowiem wyraźny przekaz mówiący o starannym wykształceniu Mojżesza w zakresie starożytnej myśli egipskiej oraz o jego zależności od neij. Tymczasem w Biblii nie ma na ten temat ani słowa. […] Najwyraźniej mamy tu więc do czynienia z dwiema odrębnymi tradycjami: w jednej (ortodoksyjnej) Mojżesz jest prorokiem żydowskim, a w drugiej (ezoterycznej) jest wykształconym kapłanem i magiem (Egipcjaninem lub Chaldejczykiem).” (str. 120-121).

 

„Najwyraźniej w tych czasach Asklepios oderwał się już od swych greckich korzenie, stał się bogiem ponadnarodowym, a jego ranga była tak znacząca, że traktowano go […] jako konkurenta Jezusa. […] Trzeba zaś pamiętać, że w tamtych czasach cudowne uzdrawianie, a nawet wskrzeszenia, nie były niczym nadzwyczajnym. […] Uzdrawiał i wskrzeszał Asklepios, Apolloniusz z Tyany […], Asklepiades z Prusy […], św. Jan Apostoł, a nawet jakiś bliżej nieznany Chaldejczyk. […] Takich mężów  było wówczas wielu i to pewnie z racji tych analogii chrześcijanie pierwszych wieków mogli postrzegać Asklepiosa, podobnie jak Dionizosa, Heraklesa i Apolloniusza z Tyany, jako istotę stanowiącą zagrożenie dla Chrystusa. Dlatego podczas niszczenia sanktuariów dawnej religii greckiej, do czego doszło już w czasach cesarza Konstantyna, główny impet destrukcyjny został skierowany przeciw temu bogu […]” (str.167-168)

Tags:

Subskrybuj Komentarze dla "„W Kręgu Hermesa Trismegistosa” (recenzja)"